poniedziałek, 1 czerwca 2015

Chissà se finirà

chissà se finirà se un nuovo sogno la mia mano prenderà


             Światło lampki ustawionej na stoliku przy kanapie niebezpiecznie zamigotało, co oderwało moją uwagę od trzymanego na kolanach notesu.
             Do pokoju, w którym zazwyczaj zamykałam się późnymi wieczorami, kiedy chciałam pisać, ktoś wszedł. Poduszka kanapy ugięła się pod jego ciężarem, a ja poczułam ciepłe ramię obejmujące mnie w pasie.
            - Przeczytaj, co napisałaś – powiedział cicho dobrze wiedząc, że przez to na moich plecach pojawiają się dreszcze. Uśmiechnął się i spojrzał na mnie z wyczekiwaniem.
            - Nie.
            - Dlaczego? – odsunął się ode mnie zaskoczony, jakbym odmówiła mu właśnie pierwszy raz w życiu. Włosi śmieszyli mnie swoim zachowaniem bardzo często i bardzo często ich nie rozumiałam.
            - Jeszcze nie skończyłam – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Nie lubiłam, gdy ktoś czytał coś, czego jeszcze nie dopracowałam. Często także po dopracowaniu najdrobniejszego szczegółu i usunięciu wszelkich niedoskonałości nie pozwalałam nikomu czytać moich prac, które znajdowały swoje miejsce w koszu albo w szufladzie pełnej rzeczy, którymi miałam zająć się kiedy indziej, ale ostatecznie nigdy tego nie robiłam.
            - Jeden rozdział, proszę – przysunął się bliżej mnie. – Daj spokój, jeden malutki rozdział.
            - Nie piszę przecież w twoim języku – jęknęłam, mając nadzieję, że chociaż to ostatecznie go zniechęci.
            - Opowiedz mi – szepnął po chwili zawahania, co sprawiło, że poczułam jak po moim ciele powoli rozpływa się fala gorąca.
            - W tym rozdziale akurat bohaterowie całują się po raz pierwszy – skłamałam niemal od razu, jakbym zrobiła to odruchowo. Wydawało mi się, że Włoch jego pokroju mógł oczekiwać odpowiedzi w tym stylu. A może to ja tego chciałam, sama czy też zmanipulowana przez niego.
            Odpowiedział śmiechem.
            - To brzmi naprawdę, naprawdę tragicznie – powiedział z szerokim uśmiechem, ale ja postanowiłam grać dalej.
            - No dobrze, skoro nie chcesz tego słuchać – wyplątałam się z jego ramion i odsunęłam go od siebie, ruchem głowy wskazując mu drzwi.
            - Tego nie powiedziałem! – próbował wyrwać mój notatnik z ręki, ale szybko odskoczyłam i trzymając zeszyt wysoko nad głową, stanęłam na kanapie. On jeszcze szybciej zareagował, ściągając mnie za nogę w dół w taki sposób, że niespodziewanie znowu siedziałam kompletnie zdezorientowana tuż obok niego.
            Używając swojej obłędnej gry aktorskiej, otworzyłam notes na losowo wybranej stronie i przez chwilę przyglądałam się słowom tak, jakbym zastanawiała się, jak je przetłumaczyć.
            - No więc on powoli, centymetr po centymetrze, przysunął się bliżej niej. Milczał, żeby nie zepsuć atmosfery wspólnego wieczoru – powiedziałam z uśmiechem. O dziwo, nie słuchał mojej opowieści w sposób bierny, jakiego przy normalnym biegu wydarzeń bym się spodziewała. Wykonywał czynności, o których mówiłam, jakbym nim kierowała, jakby to on był owym bohaterem, a ja bohaterką mojego hipotetycznego rozdziału. Jego twarz znalazła się niebezpiecznie blisko mojej, czułam jego oddech, a wzrok, jakim na mnie patrzył, sprawiał, że czułam się coraz bardziej zmieszana.
            - I co dalej? – zapytał cicho, po raz kolejny wywołując u mnie gęsią skórkę. Dobrze, że jej nie widział, a przynajmniej taką miałam nadzieję.
            - Dłonią powiódł delikatnie po skórze jej twarzy, kończąc czuły gest założeniem pasma jej włosów za ucho – odpowiedziałam ciszej. Od jakiegoś czasu wydawało mi się, że w pokoju zapanowała dziwna atmosfera pełna niespodziewanego napięcia. Jego dotyk na mojej twarzy zdawał się pozostawiać źródła ciepła, które teraz rozlewało się po całym moim ciele. Pogodny uśmiech zszedł już z jego twarzy, chyba i jemu udzielił się nastrój tekstu, którego nigdy nie napisałam.
            - I co dalej? – to pytanie zadał już z całkowicie poważną miną.
            - Przysunął się jeszcze bliżej, aż w końcu ich wargi –
            Nie dokończyłam, bo bardzo szybko domyślił się zakończenia tego zdania i pocałował mnie bardzo ostrożnie, jakby bał się coś zepsuć. Chwilę później odsunął się na kilka centymetrów by oprzeć swoje czoło o moje.
            - I co dalej? – dopytał z delikatnym uśmiechem.
            - Chissà se finirà* – odparłam cicho i uśmiechnęłam się, zadowolona ze swojej opowieści. On wiedział, jak to mogło się skończyć i z powrotem przyciągnął mnie do siebie, żeby swój plan wcielić w życie. Zamknął notatnik, który wciąż trzymałam w dłoniach i odłożył na stój, po czym wrócił do pocałunków i stopniowego pozbawiania mnie odzieży.
           
                - Nienawidzę cię – wyszeptałam w kierunku wyraźnie zadowolonego mężczyzny wyciągniętego na materacu tuż obok mnie.
                - Powtarzasz się, amore – odpowiedział, co zdenerwowało mnie jeszcze bardziej. Czasami nie mogłam wyjść z podziwu, jak udawało mi się tyle z nim wytrzymać.
                - Przez ciebie nie skończę pisać tego w terminie, kretynie – odparłam. – Nie możesz przerywać mi tak pracy za każdym razem, kiedy akurat dobrze mi idzie.
                - Wiem, że mogę i wiem, że tego chcesz – wymruczał w moją stronę z szerokim uśmiechem, delikatnie kreśląc palcem wskazującym kółka na moim brzuchu. Moje niezwykle teatralne wywrócenie oczami było idealną odpowiedzią.
                Przez jakiś czas żadne z nas nic nie mówiło, chociaż cisza między nami zwykła trwać bardzo krótko. Był niezwykle rozmowny, wręcz nieprzyzwoicie gadatliwy, a nawet jeśli to nie on opowiadał, ja na niego krzyczałam. Albo się kłóciliśmy. Najwidoczniej bardzo udzielił mi się jego południowy gorący temperament.
                Takich momentów pełnych dziwnego napięcia, spowodowanego utrzymywanym długo kontaktem wzrokowym, było bardzo niewiele i chyba żałowałam, że nie zdarzają się częściej. Niemniej jednak sprawiały one, że czułam się niesamowicie niezręcznie.
                - Przestań na mnie patrzeć tymi swoimi oczami – bąknęłam w końcu.
                - A czym mam patrzeć, amore? – Nie musiałam na niego patrzeć, żeby wiedzieć, że szeroko się uśmiecha.
                - W ogóle nie patrz – powiedziałam i odwróciłam się do niego plecami, chociaż wiedziałam, że nie miało to wiele dać. Za dobrze znałam jego i jego śmieszne sztuczki, wobec których, niestety, pozostawałam bezsilna.
                Wiedziałam, że nie zdążę doliczyć do dziesięciu, aby znowu poczuć jego dotyk na swojej skórze. Zbyt długo mnie znał. Wiedział, że nie potrafiłam mu nie ulec i za każdym razem perfidnie to wykorzystywał. Ciężko było się nie poddać, zwłaszcza kiedy opuszkami palców delikatnie wodził od mojego ramienia aż po udo i z powrotem. Próbowałam, robiłam, co w mojej mocy, żeby się nie dać, żeby nie przegrać, ale w tych okolicznościach ostatecznie zawsze przegrywałam. Odwróciłam się przodem do niego. Jego pełen zadowolenia uśmiech wprost prowokował do tego, żeby go uderzyć. Nawet, kiedy ponownie przyciągnął mnie do siebie i znowu poczułam jego ramiona wokół siebie, tak bardzo ciepłe, silne i sprawiające, że czułam jednocześnie dreszcze i przyjemną falę ciepła, nawet wtedy miałam ochotę porządnie mu przyłożyć.
                Dopiero, gdy przeniosłam wzrok na jego oczy, coś się zmieniło. Właściwie, wszystko się zmieniło.
                - Opowiedz mi – w końcu szepnęłam, a kiedy otworzył usta, by naprawdę coś powiedzieć, uniosłam dłoń i przyłożyłam ją do jego warg, żeby powstrzymać go przed wydaniem jakiegokolwiek dźwięku. – Opowiedz mi, nie używając słów – dodałam chyba jeszcze ciszej, nie mogąc odwrócić wzroku od jego oczu.
                Chyba nie do końca zrozumiał, o co mi chodziło, co było w sumie oczywiste. Może zrozumiał, ale nie do końca wziął moje słowa na poważnie, bo widziałam uśmiech błąkający się gdzieś w kącikach jego ust.
                A może było wręcz przeciwnie?
                Może zdawał sobie sprawę z tego, że jego oczy same w sobie opowiadały niesamowite historie bez potrzeby ubierania ich w słowa. Byłam pewna, że gdybym przyjrzała się naprawdę dokładnie, wyczytałabym w nich całą historię wszechświata. Wszystko to, co kiedykolwiek się wydarzyło, było zapisane gdzieś w jego ciemnych tęczówkach. Pewnie też, gdybym dokładnie się przyjrzała, mogłabym w czerni źrenicy zobaczyć przyszłość. Doszłam do wniosku, że chciałabym w nich zobaczyć przyszłość. Chciałam zobaczyć przyszłą siebie w tych samych, dobrze mi znanych brązowych oczach.
                Historie miłości, historie utraty, radości, szczęścia, żałoby, rozpaczy, gniewu. Zagłębiałam się w nich tak bardzo, że byłam w stanie wyczytać z nich wszystko.
                Często w tych oczach widziałam różne zaskakujące rzeczy. Zaskakujące emocje. Czasem widziałam w nich gniew, chociaż on sam był spokojny i zachowywał się normalnie. Innym razem widziałam w nich niesamowite iskierki radości, mimo że akurat się do mnie nie odzywał albo akurat byliśmy w trakcie wielkiej awantury. Ciekawe, jak to właśnie oczy zdradzają wszystkie uczucia, nieważne jak bardzo staramy się je zataić.
                I teraz było w nich coś niezwykłego. Wydawało mi się, że brąz jego tęczówek stał się nagle płynny, jakby został rozgrzany na tyle, że pływał w bieli oka. Dłoń, która nadal spoczywała na jego ustach, powiodłam na szorstkie od kilkudniowego zarostu policzki. Jego spojrzenie stało się jeszcze cieplejsze, o ile w ogóle było to możliwe, i zdawało się iskrzyć, czym sprawiało, że i mnie robiło się ciepło. Zastanawiałam się przez chwilę, co spowodowało u niego tak nagłą zmianę, która w tak piękny sposób objawiła się w jego oczach.
                Uśmiechnął się, ale nie był to uśmiech z rodzaju tych obrzydliwie pewnych siebie, które doprowadzały mnie do białej gorączki i sprawiały, że miałam ochotę wyrzucić go za próg i zatrzasnąć drzwi. Tym razem miałam wrażenie, że ten uśmiech w połączeniu z jego wpatrującymi się prosto we mnie oczami otwierał przede mną jego duszę. I była piękna.
                Odpowiedziałam uśmiechem, bo wiedziałam, że w końcu zrozumiał, co miałam na myśli i to on sam otworzył siebie przede mną, by opowiedzieć mi swoją historię. A historia spisana prosto z duszy człowieka, zwłaszcza jeśli ów człowiek był osobą tak bliską i kochaną, była zawsze tą najpiękniejszą.



___________________
       *Chissà se finirà - kto wie, jak to się skończy, słowa zaczerpnięte z cytatu na początku. Sam cytat pochodzi z canzone per te i znaczy mniej-więcej kto wie, jak to się skończy, gdy nowy sen chwyci moją dłoń. Sama piosenka nie pasuje mi za bardzo do całości, ale właściwie napisałam to wszystko słuchając tylko jej, więc coś musi w niej być, więc wielkie dzięki dla włoskich kolegów za inspirację.

    Nie wiem, czy to jest dobre. 

3 komentarze:

  1. ooooooooooo, jakie fajne, nie wiem w ogóle co mam powiedzieć, bo się szczerzę do ekranu po prostu

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie urocze :) zachwyciłam się!

    OdpowiedzUsuń