Otworzyła oczy, kiedy pierwsze promienie słońca przebiły się
przez zasłony, padając prosto na jej zamknięte powieki. Wydała z siebie pomruk
niezadowolenia, zdając sobie sprawę ze wczesnej pory i przewróciła się na bok.
Modena była pięknym miastem, zwłaszcza wczesną wiosną, kiedy
wszystkie przydrożne drzewa zabarwiały się na różne kolory od kwitnących kwiatów.
Powietrze w sypialni przesiąknięte było wtedy zapachem ziół, młodych liści,
zielonej trawy, aż chciało się żyć, a oddychanie z niezbędnego nawyku zmieniało
się w przyjemną konieczność.
Kobieta zmrużyła oczy, by móc cokolwiek zobaczyć, by jakimś
sposobem wyostrzyć obraz sylwetki leżącej na materacu obok niej, chociaż tego
ranka słońce wybitnie jej w tym przeszkadzało. Wyciągnęła więc jeszcze nieco
odrętwiałą rękę, żeby jakoś się przed strumieniami światła osłonić, żeby jej
nie oślepiały, ale na nic się to nie zdało. W końcu musiała dać za wygraną
i powoli przesunąć się po materacu.
Wiedziała, że nie przebudziła się na dobre i czuła, że
niedługo z powrotem miała odpłynąć do krainy sennych marzeń, ale chciała ten
moment jeszcze trochę przesunąć w czasie.
Westchnęła cicho, widząc pełną spokoju twarz mężczyzny.
Zastanawiała się przez chwilę, o czym śnił. Czy gdy zamykał oczy, dalej z nią
był? Czy pojawiała się w jego sennych fantazjach tak często, jak on w jej?
Nagle zapragnęła wyciągnąć rękę i opuszkami palców pogładzić
pokryty kilkudniowym zarostem policzek, jednak powstrzymała ją myśl, że nie
chciała go budzić. Ciężko pracował, widziała to codziennie po tym, jak
zachowywał się po powrocie do domu, więc gdyby w tamtym momencie przerwała czas
jego odpoczynku, chyba zjadłyby ją wyrzuty sumienia.
Chwilę później jego oczy otworzyły się i niemal natychmiast
zamknęły, ale brązowa głębia jego tęczówek zdążyła ponownie ją zauroczyć.
Dokładnie tak, jak działo się to każdego dnia.
- Nie śpisz? – wymruczał, chowając twarz w poduszce.
Wiedziała, że nie musiała mu odpowiadać, bo prawdopodobnie i tak już z powrotem
zasnął, za dobrze go znała, żeby o tym nie wiedzieć.
Przesunęła się więc powoli w jego stronę, starając się
ominąć miejsce, w którym przeszkadzałoby jej słońce i ułożyła się wygodnie na
poduszce. Tym razem nie oparła się pokusie i delikatnym oraz pełnym czułości
gestem przeczesała palcami jego krótkie szatynowe włosy, które były niezwykle
miękkie w dotyku. W odpowiedzi znowu coś wymruczał, ale nawet nie próbowała go
zrozumieć, tylko uśmiechnęła się pogodnie.
Czuła, jak powoli jej powieki stawały się coraz cięższe, a
ona była coraz bliższa zaśnięcia. Walczyła z tym jednak, bo nie chciała jeszcze
wracać do marzeń sennych, nie kiedy to on leżał tuż obok niej – doskonalszy niż
każdy ze snów i wszystkie one razem wzięte.
Teo.
Jej Teo.
Tyle razy kładli się już razem, razem zasypiali i razem się
budzili, a ona zawsze rano tak samo cieszyła się na jego widok. Czy to było
dziwne? Nawet jeśli, nie czuła tego.
Znali się już tak długo, że wydawało jej się to wręcz
nierealne. Mimo że dla wielu bardzo się zmienił, bo ze szkolnego dryblasa,
któremu wzrost najwidoczniej przeszkadzał, nagle zmienił się w reprezentanta kraju
w siatkówce, dla niej cały czas pozostawał tym samym chłopakiem, którego znała
od zawsze, a z którym znajomość prawdopodobnie odmieniła całe jej życie. Nie
pamiętała, w którym momencie to już nie była przyjaźń, a miłość, ale to nie
było ważne.
Ważne było to, że był z nią pomimo wszystko i że w tamtej
chwili leżał właśnie obok niej. Że mimo zaistnienia w sportowym świecie jako
bardzo dobry i bardzo sławny środkowy, po przekroczeniu tego progu nadal był
jej Matteo. Cały czas tak samo się do niej uśmiechał, cały czas patrzył na nią
z taką samą czułością przepełniającą brązowe oczy, cały czas czuła, że po
prostu był dla niej.
Przy żadnym innym mężczyźnie nie czuła się tak dobrze, jak w
jego obecności. Po prostu było tak, jakby jakimś cudem jej bratnia dusza
urodziła się w tym samym mieście, co ona, za co codziennie dziękowała Bogu.
Wiedziała, że niektórzy jej znajomi swoje drugie połówki znajdowali w innym
kraju, nawet na innym kontynencie, a ona miała to szczęście, że znała go przez
większą część swojego życia.
Odgarnęła czarne włosy, które zsunęły jej się na twarz
zakrywając tym samym cały widok i ponownie przyjrzała się ukochanemu.
Leżał teraz na brzuchu, z twarzą schowaną w poduszce, co
sprawiało, że zastanawiała się, jak w ogóle dawał radę oddychać. Ręce podłożył
pod jaśka, dzięki czemu dokładnie widziała
uwypuklenia mięśni jego ramion. Krótkie włosy sterczały teraz we
wszystkich kierunkach, przez co wyglądał naprawdę uroczo.
Mimo że niedawno skończyła się zima, w pokoju było naprawdę
ciepło, mężczyzna przykryty był więc kocem tylko od pasa w dół. Była
przyzwyczajona do tego, że spał bez koszulki, ale w dalszym ciągu jego
umięśnione plecy robiły na niej ogromne wrażenie, a drzemiąca w nich siła
niezwykle kontrastowała ze spokojem jego twarzy podczas snu. Wydawał się wtedy
jednocześnie silny i kruchy, potężny i delikatny, stalowy i słomiany. Piękny.
Oderwała od niego wzrok i zmieniła pozycję, kładąc się na
plecach tak blisko Teo, jak było to możliwe. Lubiła czuć jego obecność, lubiła
wiedzieć, że jest tuż obok, że sobie go nie wymyśliła. Słyszała jego oddech,
który po tylu wspólnych nocach niemal całkowicie zsynchronizował się z jej
oddechem. Zamknęła oczy, by móc dokładnie wsłuchać się w ten dźwięk – dźwięk życia,
melodię ich ciał, która trwała nieustannie odkąd się poznali i miała trwać do
końca.
Nagle poczuła, że mężczyzna obok niej się rusza, nie
otwierała więc oczu, czekając, aż spokojnie ponownie ułoży się do snu. Dobrze
znała dotyk jego dłoni i wiedziała, że to on gładził opuszkami palców jej
policzek, na którym po chwili złożył pocałunek. Po jej ciele przebiegła fala
przyjemnego ciepła, które za każdym razem utwierdzało ją w przekonaniu, że to
on był dla niej tym jedynym i tym najważniejszym. Po chwili poczuła, jak jego palce
splatają się z jej palcami, sprawiając, że dwa odrębne organizmy, pracujące w
tym samym rytmie, łączyły się w jeden. Uśmiechnęła się na tę myśl.
Chwilę później zaczęło jej się wydawać, że oddech mężczyzny
się zmienił – był spokojniejszy i głębszy, dzięki czemu zorientowała się, że z
powrotem zasnął.
I ona mogła wrócić do krainy snów, bo wiedziała, że była we
właściwym miejscu.
___________________
Stwierdziłam, że napiszę coś z Matteo Piano i napisałam coś z Matteo Piano, chociaż mam nadzieję, że nie czegoś takiego byście się spodziewali po opowiadaniu z Matteo Piano. Nie jest długie, nie jest genialne, ale chyba mi się podoba. Taki miałam na to w sumie pomysł, żeby za długie nie było, bo chyba przestałoby być naturalne (kto rano wytrzyma tyle zanim z powrotem zaśnie?) i zaczęłoby trochę przynudzać. Oceńcie sami.
Problem numer dwa (bo numerem jeden jest sam tekst) - chyba muszę popracować nad nieco bardziej kreatywnymi tytułami, bo te jednowyrazowe zaczynają być do kitu.
Oby do następnego
D.
ja myślę, że to by była świetna scena do jakiejś książki, jest taka leniwa, miła i łagodna, ale w zasadzie samodzielnie też całkiem dobrze funkcjonuje.
OdpowiedzUsuńNo więc na początku nawiążę do twojego komentarza pod opowiadaniem: jest Matteo, jest idealnie. I mówię ci prawdę. Masz rację, krótkie jest dobre, wręcz jest idealna długość, no bo chyba nikt długo nie rozmyśla przed ponownym zaśnięciem, nawet jeżeli obok leży ktoś taki, jak Teo :)
OdpowiedzUsuńProblem numer dwa w ogóle nie powinien być problemem (pierwszy zresztą też nie). Jednowyrazowe tytuły w twoim wykonaniu są wspaniałe, trafiają idealnie w sedno i w ogóle mi się strasznie podobają. Ale jak będziesz miała pomysł na jakiś dłuższy tytuł, to pewnie też z nim idealnie się wpasujesz.
Co do treści opowiadania: nie mam słów. Właściwie, to mam ich mnóstwo, ale nie wiem, od czego zacząć. Po pierwsze, wyobraziłam sobie, że to ja się budzę u boku Teo, haha. Ale twoje opisy są po prostu idealne (o czym ci zresztą mówiłam)! Każdy akapit mi się podobał i każdy akapit przyspieszał bicie mojego serca. Dzięki temu tak dobrze wyobraziłam sobie tę sytuację i zrobiło mi się tak błogo.
I tak - wyobraziłam sobie, jak Teo mruczy i tak - widziałam jego umięśnione ramiona oczami wyobraźni.
Tak tylko... Haha.
Czekam na więcej opowiadań z Matteo, może jakieś dłuższe :)