poniedziałek, 28 lipca 2014

Razem

               Otworzyła oczy, kiedy pierwsze promienie słońca przebiły się przez zasłony, padając prosto na jej zamknięte powieki. Wydała z siebie pomruk niezadowolenia, zdając sobie sprawę ze wczesnej pory i przewróciła się na bok.
               Modena była pięknym miastem, zwłaszcza wczesną wiosną, kiedy wszystkie przydrożne drzewa zabarwiały się na różne kolory od kwitnących kwiatów. Powietrze w sypialni przesiąknięte było wtedy zapachem ziół, młodych liści, zielonej trawy, aż chciało się żyć, a oddychanie z niezbędnego nawyku zmieniało się w przyjemną konieczność.
               Kobieta zmrużyła oczy, by móc cokolwiek zobaczyć, by jakimś sposobem wyostrzyć obraz sylwetki leżącej na materacu obok niej, chociaż tego ranka słońce wybitnie jej w tym przeszkadzało. Wyciągnęła więc jeszcze nieco odrętwiałą rękę, żeby jakoś się przed strumieniami światła osłonić, żeby jej nie oślepiały, ale na nic się to nie zdało. W końcu musiała dać za wygraną i powoli przesunąć się po materacu.
               Wiedziała, że nie przebudziła się na dobre i czuła, że niedługo z powrotem miała odpłynąć do krainy sennych marzeń, ale chciała ten moment jeszcze trochę przesunąć w czasie.
               Westchnęła cicho, widząc pełną spokoju twarz mężczyzny. Zastanawiała się przez chwilę, o czym śnił. Czy gdy zamykał oczy, dalej z nią był? Czy pojawiała się w jego sennych fantazjach tak często, jak on w jej?
               Nagle zapragnęła wyciągnąć rękę i opuszkami palców pogładzić pokryty kilkudniowym zarostem policzek, jednak powstrzymała ją myśl, że nie chciała go budzić. Ciężko pracował, widziała to codziennie po tym, jak zachowywał się po powrocie do domu, więc gdyby w tamtym momencie przerwała czas jego odpoczynku, chyba zjadłyby ją wyrzuty sumienia.
               Chwilę później jego oczy otworzyły się i niemal natychmiast zamknęły, ale brązowa głębia jego tęczówek zdążyła ponownie ją zauroczyć. Dokładnie tak, jak działo się to każdego dnia.
               - Nie śpisz? – wymruczał, chowając twarz w poduszce. Wiedziała, że nie musiała mu odpowiadać, bo prawdopodobnie i tak już z powrotem zasnął, za dobrze go znała, żeby o tym nie wiedzieć.
               Przesunęła się więc powoli w jego stronę, starając się ominąć miejsce, w którym przeszkadzałoby jej słońce i ułożyła się wygodnie na poduszce. Tym razem nie oparła się pokusie i delikatnym oraz pełnym czułości gestem przeczesała palcami jego krótkie szatynowe włosy, które były niezwykle miękkie w dotyku. W odpowiedzi znowu coś wymruczał, ale nawet nie próbowała go zrozumieć, tylko uśmiechnęła się pogodnie.
               Czuła, jak powoli jej powieki stawały się coraz cięższe, a ona była coraz bliższa zaśnięcia. Walczyła z tym jednak, bo nie chciała jeszcze wracać do marzeń sennych, nie kiedy to on leżał tuż obok niej – doskonalszy niż każdy ze snów i wszystkie one razem wzięte.
               Teo.
               Jej Teo.
               Tyle razy kładli się już razem, razem zasypiali i razem się budzili, a ona zawsze rano tak samo cieszyła się na jego widok. Czy to było dziwne? Nawet jeśli, nie czuła tego.
               Znali się już tak długo, że wydawało jej się to wręcz nierealne. Mimo że dla wielu bardzo się zmienił, bo ze szkolnego dryblasa, któremu wzrost najwidoczniej przeszkadzał, nagle zmienił się w reprezentanta kraju w siatkówce, dla niej cały czas pozostawał tym samym chłopakiem, którego znała od zawsze, a z którym znajomość prawdopodobnie odmieniła całe jej życie. Nie pamiętała, w którym momencie to już nie była przyjaźń, a miłość, ale to nie było ważne.
               Ważne było to, że był z nią pomimo wszystko i że w tamtej chwili leżał właśnie obok niej. Że mimo zaistnienia w sportowym świecie jako bardzo dobry i bardzo sławny środkowy, po przekroczeniu tego progu nadal był jej Matteo. Cały czas tak samo się do niej uśmiechał, cały czas patrzył na nią z taką samą czułością przepełniającą brązowe oczy, cały czas czuła, że po prostu był dla niej.
               Przy żadnym innym mężczyźnie nie czuła się tak dobrze, jak w jego obecności. Po prostu było tak, jakby jakimś cudem jej bratnia dusza urodziła się w tym samym mieście, co ona, za co codziennie dziękowała Bogu. Wiedziała, że niektórzy jej znajomi swoje drugie połówki znajdowali w innym kraju, nawet na innym kontynencie, a ona miała to szczęście, że znała go przez większą część swojego życia.
               Odgarnęła czarne włosy, które zsunęły jej się na twarz zakrywając tym samym cały widok i ponownie przyjrzała się ukochanemu.
               Leżał teraz na brzuchu, z twarzą schowaną w poduszce, co sprawiało, że zastanawiała się, jak w ogóle dawał radę oddychać. Ręce podłożył pod jaśka, dzięki czemu dokładnie widziała  uwypuklenia mięśni jego ramion. Krótkie włosy sterczały teraz we wszystkich kierunkach, przez co wyglądał naprawdę uroczo.
               Mimo że niedawno skończyła się zima, w pokoju było naprawdę ciepło, mężczyzna przykryty był więc kocem tylko od pasa w dół. Była przyzwyczajona do tego, że spał bez koszulki, ale w dalszym ciągu jego umięśnione plecy robiły na niej ogromne wrażenie, a drzemiąca w nich siła niezwykle kontrastowała ze spokojem jego twarzy podczas snu. Wydawał się wtedy jednocześnie silny i kruchy, potężny i delikatny, stalowy i słomiany. Piękny.
               Oderwała od niego wzrok i zmieniła pozycję, kładąc się na plecach tak blisko Teo, jak było to możliwe. Lubiła czuć jego obecność, lubiła wiedzieć, że jest tuż obok, że sobie go nie wymyśliła. Słyszała jego oddech, który po tylu wspólnych nocach niemal całkowicie zsynchronizował się z jej oddechem. Zamknęła oczy, by móc dokładnie wsłuchać się w ten dźwięk – dźwięk życia, melodię ich ciał, która trwała nieustannie odkąd się poznali i miała trwać do końca.
               Nagle poczuła, że mężczyzna obok niej się rusza, nie otwierała więc oczu, czekając, aż spokojnie ponownie ułoży się do snu. Dobrze znała dotyk jego dłoni i wiedziała, że to on gładził opuszkami palców jej policzek, na którym po chwili złożył pocałunek. Po jej ciele przebiegła fala przyjemnego ciepła, które za każdym razem utwierdzało ją w przekonaniu, że to on był dla niej tym jedynym i tym najważniejszym. Po chwili poczuła, jak jego palce splatają się z jej palcami, sprawiając, że dwa odrębne organizmy, pracujące w tym samym rytmie, łączyły się w jeden. Uśmiechnęła się na tę myśl.
               Chwilę później zaczęło jej się wydawać, że oddech mężczyzny się zmienił – był spokojniejszy i głębszy, dzięki czemu zorientowała się, że z powrotem zasnął.

               I ona mogła wrócić do krainy snów, bo wiedziała, że była we właściwym miejscu.



___________________
Stwierdziłam, że napiszę coś z Matteo Piano i napisałam coś z Matteo Piano, chociaż mam nadzieję, że nie czegoś takiego byście się spodziewali po opowiadaniu z Matteo Piano. Nie jest długie, nie jest genialne, ale chyba mi się podoba. Taki miałam na to w sumie pomysł, żeby za długie nie było, bo chyba przestałoby być naturalne (kto rano wytrzyma tyle zanim z powrotem zaśnie?) i zaczęłoby trochę przynudzać. Oceńcie sami.
Problem numer dwa (bo numerem jeden jest sam tekst) - chyba muszę popracować nad nieco bardziej kreatywnymi tytułami, bo te jednowyrazowe zaczynają być do kitu.
Oby do następnego
D.

2 komentarze:

  1. ja myślę, że to by była świetna scena do jakiejś książki, jest taka leniwa, miła i łagodna, ale w zasadzie samodzielnie też całkiem dobrze funkcjonuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. No więc na początku nawiążę do twojego komentarza pod opowiadaniem: jest Matteo, jest idealnie. I mówię ci prawdę. Masz rację, krótkie jest dobre, wręcz jest idealna długość, no bo chyba nikt długo nie rozmyśla przed ponownym zaśnięciem, nawet jeżeli obok leży ktoś taki, jak Teo :)
    Problem numer dwa w ogóle nie powinien być problemem (pierwszy zresztą też nie). Jednowyrazowe tytuły w twoim wykonaniu są wspaniałe, trafiają idealnie w sedno i w ogóle mi się strasznie podobają. Ale jak będziesz miała pomysł na jakiś dłuższy tytuł, to pewnie też z nim idealnie się wpasujesz.
    Co do treści opowiadania: nie mam słów. Właściwie, to mam ich mnóstwo, ale nie wiem, od czego zacząć. Po pierwsze, wyobraziłam sobie, że to ja się budzę u boku Teo, haha. Ale twoje opisy są po prostu idealne (o czym ci zresztą mówiłam)! Każdy akapit mi się podobał i każdy akapit przyspieszał bicie mojego serca. Dzięki temu tak dobrze wyobraziłam sobie tę sytuację i zrobiło mi się tak błogo.
    I tak - wyobraziłam sobie, jak Teo mruczy i tak - widziałam jego umięśnione ramiona oczami wyobraźni.
    Tak tylko... Haha.
    Czekam na więcej opowiadań z Matteo, może jakieś dłuższe :)

    OdpowiedzUsuń